Kuce w Polsce ?

Kiedy sprezentowanie dziecku komputera czy tabletu przestało być modne (bo w dzisiejszych czasach niemal wszystkie dzieci taki sprzęt już posiadają), ktoś wpadł na pomysł, żeby w ramach podarunku kupić... kucyka!


Mały nosek, niewielkie kopytka, ogromne oczy i słodka grzywka. Cały kucyk w sumie może się zmieścić w garażu obok samochodu. Czyż to nie był idealny wybór ? Niestety w taki sposób często zaczyna się dramat kolejnego szetlanda.  Bo on naprawdę zostaje gdzieś wciśnięty: do szopy na narzędzia, do kojca dla psa, do dziadka, co ma krowy itp. Prezentu nie wypada przecież sprzedać, poza tym dziecko byłoby załamane! Umówmy się jednak, że nie każdy posiada stajnię przy domu ani nie każdy ma ochotę płacić 400-700zł miesięcznie za utrzymanie małego darmozjada w pensjonacie. Jeszcze pół biedy, jeśli całą dobę lub większość czasu kucyk spędza na bezpiecznym wybiegu. Są to jednak wyjątki. Przecież nawet po takim maluchu trzeba sprzątać. Może też coś zniszczyć celnym kopniakiem. Najczęściej jednak problemem jest fakt, że te słodkie noski zakończone są dwoma rzędami zębów, których używają nie tylko do pobierania pokarmu, ale też do atakowania intruzów. Intruzem może być pies sąsiada, ale też dziecko, które (nie zważając na nastrój kuca) postanowi go pogłaskać.

W gruncie rzeczy te puchate maskotki mają całkiem silne charaktery i zazwyczaj zbyt łatwo nie poddają się wychowaniu. Wymagają od opiekunów zaplanowanego szkolenia, właściwego podejścia, stanowczości, konsekwencji, lecz nie agresji! Zapominamy, że to żywe zwierzęta, bo przypominają nam przerośnięte zabawki. Skąd w ogóle wzięły się w Polsce? Pochodzą z Wysp Szetlandzkich, gdzie były hodowane od wieków. Cechuje je nadzwyczajna odporność na złe warunki pogodowe czy brak pokarmu. Odpowiednio zaopiekowane potrafią dożyć w zdrowiu do 35 lat. Przyjęło się nazywanie szetlandem każdego kucyka o krępej budowie, chociaż nazwa ta powinna być zarezerwowana dla kuców rasowych, z rodowodem.

Jeśli chodzi o opiekę nad kucem szetlandzkim, wyjątkowo jaskrawe są dwa typy postępowania. Do pierwszego można zaliczyć właścicieli, którzy okazują swoim pupilom miłość poprzez ich dokarmianie. Niestety często prowadzi to do niezdrowego otłuszczenia oraz chorób, w tym bardzo popularnego ochwatu, czyli zapalenia tworzywa kopyta. Nieleczony może prowadzić do śmierci zwierzęcia! Niestety nawet najlepszy kowal i weterynarz nie są w stanie wyleczyć ochwatu, jeśli nie zmienimy nawyków żywieniowych, przede wszystkim mocno ograniczając udział cukrów w diecie. Mało kto pamięta, że głównym ich źródłem jest piękna, bujna trawa. Jak wspomniano, szetlandy pochodzą ze skalistych rejonów, gdzie nie miały dostępu do bogatych pastwisk. Tym bardziej uważać należy na zboża lub resztki z domowego stołu. Kucyk nie jest kompostownikiem na 4 nóżkach! Drugi typ właściciela to ten, który nie zważając na gabaryty kuców, wykorzystują je do prac polowych, ciągnięcia dużych, obładowanych pasażerami bryczek, wsadzających ciężkich jeźdźców na ich grzbiety. Bo zwierzęta cierpią w milczeniu i nie złożą wymówienia...

Pomimo wielu pułapek, jakie czyhają na właścicieli szetlandów, są to kuce świetnie nadające się do zaprzęgu czy jazdy wierzchem. Trzeba tylko pamiętać, żeby nie obciążać ich tak samo, jakby były dużymi końmi. Trzeba pamiętać, że wymagają opieki kowalskiej i weterynaryjnej (struganie kopyt co 6 tygodni, w razie potrzeby podkucie i zmiana podków co 8 tygodni, odrobaczanie minimum dwa razy w roku, szczepienia ochronne). Trzeba pamiętać, że są zwierzętami stadnymi, więc w samotności nigdy nie będą miały zapewnionego dobrostanu. Warto w tym miejscu wspomnieć, że szetlanda często kupuje się również jako towarzysza dla dużego konia, żeby ten nie był nieszczęśliwy. W tych sytuacjach nie zapominajmy, że kuc też czuje i jemu należy się taka sama opieka!

Ogólnopolska Fundacja dla Zwierząt
Hallera 190/6, 53-203 Wrocław
PKO BP 72 1020 5138 0000 9102 0166 4523